Ostatnio coraz częstsze są sygnały o przypadkach Polaków, którym władze niemieckie np. po separacji
Ostatnio coraz częstsze są sygnały o przypadkach Polaków, którym władze niemieckie np. po separacji z żoną - matką dzieci zabraniają kontaktów z ich dziećmi w języku polskim. Ostatnio taki przypadek miał miejsce po orzeczeniu wydanym przez sąd Wolnego Miasta Hamburga.
Stało się tak (odmowa kontaktu ojca - Polaka z własnymi dziećmi w języku polskim) za sprawą stanowiska Jugendamt, czyli Urzędu do spraw Młodzieży, który uznał, że każdy rodzic, bez względu na narodowość, może posługiwać się na terenie Republiki Federalnej Niemiec w kontaktach z dziećmi wyłącznie językiem niemieckim. Podobno opisywany przypadek nie jest odosobniony. Stanowi przykład pewnego zjawiska, które moim zdaniem wymaga zajęcia stanowiska przez polskie władze. Swoboda kontaktu rodzica z własnymi dziećmi, także co do formy takich kontaktów, jest podstawowym prawem rodziców. Przecież posługiwanie się w stosunkach rodziców z dziećmi językiem ojczystym jednego z rodziców nie narusza żadnego prawa kraju zamieszkania dzieci i drugiego rodzica. Jest to swoista dyskryminacja, godząca w prawa rodzica i wywołująca stres wśród nieletnich dzieci. W ten sposób może przecież dojść do wywołania stosunku obcości do kraju pochodzenia dyskryminowanego rodzica, a także, być może, także między tym rodzicem i własnym dzieckiem.
Przypadki takie jak opisany wyżej są niezgodne z polską ustawą zasadniczą i polsko-niemieckim traktatem o dobrym sąsiedztwie z 1991 r. Jestem zdania, że władze polskie nie mogą przejść obok tego obojętnie.
Podnosząc powyższe, pozwalam sobie skierować pod adresem Pani Minister następujące pytania:
- Jaka jest skala zjawiska zasygnalizowanego w interpelacji?
- Czy i jakie działania podejmuje polski rząd w celu uniemożliwienia dyskryminacji językowej rodaków zamieszkałych na terenie Republiki Federalnej Niemiec?
Z poważaniem
Poseł Jan Łączny
Koszalin, dnia 31 stycznia 2007 r.